26.07.2015

Rozdział 11

Mija miesiąc za miesiącem. W październiku wróciłam na studia, ale nie sprawiało mi to żadnego problemu. Czułam spojrzenia na sobie, ale starałam się tym nie przejmować. Hej, nie byłam w końcu szesnastolatką, która wpadła z przypadkowym kolesiem na imprezie. Byłam dorosłą kobietą, która spodziewa się dziecka. Fakt, bardzo młodą kobietą, ale kochałam mojego rogalika z całego serca! Starałam się dać mu wszystko, co najlepsze. Wiedziałam, że ma się dobrze, przekazywał mi to poprzez mocne kopniaki. To było niesamowite, kiedy poczułam to po raz pierwszy. Byłam zszokowana, bo kompletnie się tego nie spodziewałam.


*wspomnienie*
- Na jaki smak masz ochotę? - słyszę głos Justina, który wyrywa mnie z rozmyśleń - Hails?
- Och, przepraszam. Może być jagodowy - zawstydzam się i schylam głowę. Nie wierzę, że Justin zabrał mnie w publiczne miejsce! Przecież jest tutaj mnóstwo ludzi! Nie boi się? 
- Proszę - podaje mi kubeczek i dziękuję mu uśmiechem - Idziemy? - przepuszcza mnie w drzwiach i wychodzimy z kawiarni. Idziemy spacerkiem na plażę, a nad nami czuwa Ron. Tutaj ludzi jest zdecydowanie mniej, ale dochodzi prawie dwudziesta pierwsza. Jest przyjemnie ciepło i wieje delikatny wiatr - Ślicznie wyglądasz, wiesz? - mówi nagle i spoglądam na niego - Ciąża Ci służy, Hails. 
- Po co tak właściwie chciałeś się ze mną spotkać? - pytam, bo jestem tego bardzo ciekawa.
- Cóż
... dawno się nie widzieliśmy, prawda? Dobre dwa miesiące. Po prostu chciałem Cię zobaczyć.
- Rozumiem - gapię się na kubeczek i bawię rurką. Dlaczego tego chciał? Przecież odszedł! 
- Jak się czujesz? - wchodzimy na ciepły piasek i zdejmuję sandały.
- W porządku - wzruszam ramionami i upijam łyk pysznego koktajlu - Wszystko pod kontrolą.
- Cieszę się, bardzo - posyła mi uroczy uśmiech i ja również się uśmiecham. Wygląda tak uroczo i tęskniłam za widokiem jego ślicznych oczu - Będę musiał wyjechać na trochę - zaczyna niepewnie i wzdycha - Zaczyna się ta mini trasa i potrwa dobre trzy miesiące. Wcale nie mam na to ochoty.
- Dlaczego? Przecież robisz to, co kochasz, prawda? Powinieneś się cieszyć, Justin.
- Nie będę mógł Cię zobaczyć - mówi smutno i zaciska usta. Cholera! Nie tego się spodziewałam. Jednak od tamtego wydarzenia, kiedy zemdlałam, Justin chce uczestniczyć w moim życiu. Sama nie wiem, dlaczego mu na to pozwalam
... może ze względu na dziecko? Jednak nie chcę karać rogalika za to, że jego ojciec mnie zranił - Hails? Jesteś blada! - czuję coś dziwnego w brzuchu i przystaję w miejscu - Co się dzieje?! Powiedz mi - Justin panikuje, ale ja sama tego nie wiem! - Usiądź, dobrze? - przytakuję i opadam na piasek. Marszczę czoło, ale znowu coś gilgocze mnie w brzuchu, hmm... dziwne uczucie! Doktor Sara wspominała, że to kwestia czasu, a poczuję ruchy dziecka. To musi być TO! O mój boże! - Hailey? 
- To rogalik - uśmiecham się jak wariatka i mocniej dociskam dłoń do brzucha.
- Rogalik? Co masz przez to na myśli? Dzieje się coś złego? - wpatruje się we mnie i jest przerażony.
- Rusza się - mówię cicho, jakbym nie chciała go przestraszyć.
- C-co? - Justin jąka się i kiedy podnoszę głowę i nasze oczy się spotykają, mam ochotę się na niego rzucić. Szczęście przepełnia mnie od środka i nie mogę przestać się uśmiechać. Bez namysłu chwytam jego dłoń i przykładam do mojego brzucha. Jak na zawołanie czuję mocne kopnięcie, aż się krzywię - O boże - słyszę jego cichy szept i patrzy na mój brzuch zszokowany - Czuję go, Hails - mój oddech przyśpiesza, a łzy na siłę cisną się do oczu - Znowu! - podnosi głos i widzę szeroki uśmiech na jego ustach. To niesamowita chwila i ważna dla nas. Nie wierzę, że akurat Justin jest ze mną w tym momencie - Nasz synek - kiedy wypowiada to krótkie słowo, wybucham płaczem. 
*koniec*



Pamiętam to jak dzisiaj, a minęło ponad cztery miesiące.
 Właśnie zaczął się dziewiąty miesiąc i niebawem wreszcie zobaczę mojego rogalika na oczy. Obawiam się porodu, ale myślę tylko o nim i to jest najważniejsze.
Nie wiem wciąż, jak jest między mną a Justinem. Widzieliśmy się kilka razy, rozmawialiśmy i było tak normalnie? Po prostu jak dawniej, kiedy byliśmy „razem”. Cieszyłam się tymi chwilami, bo mimo wszystko nadal darzyłam go uczuciem. Czułam, że on również nie przestał mnie kochać. Mówił do mnie czule, czasami nawet obejmował i przykładał dłoń do brzucha. Nie mówię, że mu to wszystko wybaczyłam... może minęło już trochę czasu i po prostu wspomnienia wyblakły? Zachowywał się wobec mnie w porządku, a najważniejsze było to, że będziemy mieli dziecko. To o rogaliku myślałam i jego dobro było na pierwszym miejscu.

Mimo tego, że minęło dziewięć miesięcy, matka wciąż była na mnie zła. To niesamowite, że potrafiła być tak cholernie uparta! Tata wiele razy mówił mi, że jest zbyt dumna, aby odezwać się, jako pierwsza. Chciałam zrobić ten pierwszy krok, ale zawsze coś mnie powstrzymywało. Chciałabym, aby zrozumiała, że nie powinna się tak zachować. Powinno dotrzeć do niej, że jestem jej jedynym dzieckiem. Potraktowała mnie jak puszczalską dziwkę, co cholernie mnie zabolało. Jej słowa przebiły chyba nawet zachowanie Justina. Wiedziałam, jaki on jest, pokazał mi to nie raz. Jednak moja matka przeszła samą siebie.

Święta bożego narodzenia spędzam z Evą i jej rodziną. Bolało mnie to, ale nic nie mogłam na to poradzić. Chciałam się przełamać i porozmawiać z matką, ale nie wyraziła zgody. Spotkałam się tylko z tatą u mnie w mieszkaniu, więc to było dla mnie wystarczającym pocieszeniem.
Sylwestra również spędziłam z moją przyjaciółką. Wypiłyśmy toast sokiem pomarańczowym i życzyłyśmy sobie wszystkiego, co najlepsze. Była najlepsza na świecie i nie mogłam wymarzyć sobie lepszej przyjaciółki.

Eva pomogła mi również urządzić kącik dla rogalika. Miałyśmy dwa wolne pokoje, ale nie było sensu urządzać go na razie dla dziecka. I tak będzie spał obok mnie i muszę mieć go pod ręką.
Jednak kupiłyśmy prześliczne, białe łóżeczko. Biało-niebieską pościel w urocze sowy i pluszaki. Chciałam na ścianie zrobić napis z jego imieniem, ale jeszcze go nie wybrałam. Eva wciąż mnie o to męczyła. Jednak nie wiem, dlaczego, ale chciałam, aby Justin mi w tym pomógł. To również jego syn, więc ma tutaj coś do powiedzenia. Wciąż był w trasie, ale dzwonił regularnie. Zadziwiał mnie, ale bardzo się zmienił. Nie sądziłam, że kiedykolwiek coś takiego wyjdzie z moich ust, ale to prawda. Czułam, jak bardzo się o mnie troszczył i wspierał. Chciało mi się płakać, bo żałowałam, że nie zachował się tak na samym początku. Tłumaczył wiele razy, jak przeraziła go wiadomość o dziecku. Nie był na to gotowy, ale przepraszał za swoje zachowanie. Wierzyłam w jego słowa... gdyby było inaczej, czy wciąż utrzymywałby ze mną kontakt? 
Był kochany dla mnie i wiedziałam, że od nowa się w nim zakochuję. Ba! Ja nigdy nie przestałam go kochać, ale jego obecność działała na mnie bardzo uspokajająco. Nie martwiłam się niczym, byłam dzięki niemu szczęśliwa. Uśmiecham się na myśl o pewnej sytuacji, która miała miejsce dwa miesiące temu.


*wspomnienie*
- Mogę Cię pocałować? - szepcze cicho, wprost do mojego ucha. Nie odpowiadam, bo jestem tym nieco zaskoczona. Stoimy na środku mojego pokoju i panuje niezręczna cisza. Justin odchyla głowę, odgarnia moje włosy na plecy i pochyla się. Jego usta dotykają moich i prawie przestaję oddychać. Tak bardzo tęskniłam za nim przez te upływające miesiące. Zarzucam ręce na jego szyję i mocno wpijam się w jego usta. Jest zaskoczony, ale natychmiast odwzajemnia pocałunek. Wsuwa język w moje usta, pieści go zachłannie, zmysłowo, namiętnie. Podniecenie strzela w moje ciało, ale przez ciążę jestem bardziej pobudzona. Mam ochotę na więcej i bardzo go pragnę. Teraz, tutaj! Chwytam za brzeg jego koszulki i zdejmuję ją jednym ruchem, na sekundę tylko rozłączając nasze usta. Czuję jego dłonie, które prześlizgują się po moim ciele i moja koszulka również ląduje na podłodze, obok jego - Hails - odrywa się od moich ust i dyszy ciężko - Naprawdę tego chcesz? - przytakuję szybko głową i ponownie go całuję. Obejmuje mnie i cofa się w stronę łóżka. Ostrożnie układa mnie na nim, ale podpiera się na dłoniach, aby nie przygnieść mojego brzucha. Odpina mój stanik i zachłannie pieści sutki... są takie wrażliwe na jego dotyk! Jęczę cicho i zaczynam się wić pod wpływem jego dotyku. Niecierpliwię się, otwieram oczy i odpinam guzik od jego jeansów. Unosi brew do góry, uśmiecha się uroczo i szybko je z siebie zsuwa. Patrzy na mnie, zdejmuje moje bokserki i zagryza wargę - W ciąży jesteś jeszcze seksowniejsza - wypowiada to tak zmysłowo, aż czuję to w całym ciele. Układa mnie na boku, kładzie się zaraz za mną i nim się orientuję, już jest we mnie. Uczucie jest niesamowicie przyjemne! Tak dawno się przecież nie kochaliśmy, już zapomniałam jak dobrze poczuć jego dotyk, dłonie, usta - Boże, Hails! - mówi surowo wprost do mojego ucha i dyszy ciężko - Kocham Cię, tak kurewsko mocno! - oddycham ciężko, przyjemność przelewa się przez moje ciało i czuję łzy na policzkach. 
*koniec*



Od tamtego momentu kochaliśmy się jeszcze dwa razy. Nie wiem, dlaczego mu na to pozwoliłam, później po sto razy zadawałam sobie to pytanie. Jednak odpowiedź była przecież taka prosta... kochałam go. Czy tego chciałam czy nie, obdarzyłam go silnym uczuciem. Te wszystkie miesiące nic nie zmieniły, moja miłość do niego nie wygasła... wręcz przeciwnie. Rogalik wciąż mi o nim przypominał.

Budzi mnie dziwne uczucie. Spinam się nieco, krzywię i przykładam dłoń do brzucha. Cichy jęk opuszcza moje usta, ale boli mnie całe ciało. Boże... co się dzieje?! 
- Eva! - krzyczę, ale zaczynam panikować. Do pokoju wpada moja przyjaciółka i marszczy brwi - Boli!
- Boże, Hails! - dopada do mnie i odkrywa kołdrę - Kurwa, odeszły Ci wody! 
- Niemożliwe, to za wcześnie! Zostało ponad trzy tygodnie! - wybucham płaczem, ale ból się nasila.
- Musimy jechać do szpitala, natychmiast - delikatnie mnie podnosi, ale ledwo mogę to zrobić - Dasz radę! 
- Nie dam! - płaczę i cała się trzęsę. Cholernie boli i mam ochotę wrzeszczeć.
- Jesteś dzielna, Hails. To wszystko dla rogalika, pamiętaj! - płaczę jeszcze mocniej. 
- C-chę do Justina - jąkam się, kiedy nadchodzi nowa fala płaczu.
- Nie martw się, zadzwonię do niego jak tylko odstawię Cię do szpitala. No już! 

Nie wiem, jakim cudem daję radę, ale meldujemy się w szpitalu chwilę później. Przejmuje mnie pielęgniarka, wiezie na salę i szybko układam się na łóżku. Ledwo żyję i boli mnie dosłownie każda część ciała. 
- Hailey - słyszę głos doktor Sary i otwieram oczy - Co się dzieje? 
- N-nie wiem - wciąż szlocham i bardzo się boję - Chyba odeszły mi wody, ale to jeszcze za wcześnie.
- Nie obawiaj się, wszystko będzie w porządku. Jestem tutaj, tak? - głaszcze mnie po dłoni i mocniej ściska moje palce - Nie dam zrobić Ci krzywdy. Zaopiekuję się Tobą i rogalikiem. 
- Dziękuję - mówię słabo, oddycham głęboko ale krzywię się, kiedy skurcz przechodzi przez moje ciało.
- Muszę Cię zbadać, może trochę zaboleć - pochyla się i wkłada we mnie palce, kurwa! Mocno ściskam dłonie w pięści, ale faktycznie boli - Masz rozwarcie prawie na 10 centymetrów, poród się zaczyna - boże! Przeraża mnie to, co mówi, nie jestem na to gotowa - Rose, przygotuj wszystko - mówi do pielęgniarki i robi się małe zamieszanie. Do sali wchodzi Eva i chwyta moją dłoń - Za chwilę będziesz przeć. Na mój znak, dobrze?
- Tak - odpowiadam i zbieram w sobie siłę. Mój rogalik niebawem będzie na świecie, muszę dać z siebie wszystko. Doktor przytakuje głową i prę z całych sił. Boże! Ból chce mnie rozsadzić! Krzyczę, płaczę i im dłużej prę, tym mam mniej siły. Opieram głowę na poduszkach i zamykam oczy - Słabo mi.
- Hailey! Nie zamykaj oczu, patrz na mnie! - słyszę doktor Sarę i zmuszam ciało, aby zareagowało. Patrzę na nią, ale ledwo ją widzę - Musisz przeć, nie możesz teraz przestać. Dziecko jest już w kanale, no dalej! 
- Hej, Hails... mam coś dla Ciebie - przekręcam głowę w prawą stronę, a przyjaciółka przystawia telefon do mojego ucha - Hailey! - to Justin, boże! Zaciskam usta i czuję świeże łzy na policzkach.
- Justin - szlocham i krztuszę się łzami - Nie dam rady, to tak bardzo boli!
- Dasz! Jestem z Tobą, tak?! Zrób to, Skarbie! Jesteś taka dzielna, wiesz? Masz w sobie jeszcze dużo siły, to dla naszego syna! - boże! Niech przestanie, bo zaraz pęknie mi serce! - To nasz rogalik się rodzi, Kotku. Musisz dać z siebie wszystko. Dla niego, dla mnie! Niebawem będę przy Tobie, tak? Mocno przytulę i pocałuję. 
- Musisz przeć, Hailey! - doktor mnie dopinguje i zbieram w sobie resztkę sił. Krzyczę, Eva przełącza Justina na tryb głośnomówiący, a on wciąż do mnie mówi. Ledwo kontaktuję, panuje ogólne zamieszanie i tak bardzo chciałabym zasnąć. Niestety... czuję ogromny ból, krzyczę ile mam sił w płucach i nagle na sali rozlega się płacz. Głośny, żałosny a moje serce ściska się z żalu - Brawo, Hailey! - doktor Sara uśmiecha się szeroko.
- Brawo, Kochanie! Jestem z Ciebie taki dumny! - słyszę głos Justina i spoglądam na telefon, który trzyma Eva - Urodziłaś naszego synka, boże! - słyszę szloch w słuchawce i czuję, że to dla mnie zbyt wiele - Tak bardzo Cię kocham, Hails - po tych słowach zamykam oczy i odpływam. 

Budzi mnie płacz. Uchylam powieki, mrugam kilka razy i poruszam ramionami. Czuję się zdecydowanie lepiej i mam więcej siły. Rozglądam się i widzę podpięta rurkę do mojej dłoni. Zapewne kroplówka na wzmocnienie
- Cześć, Hails - słyszę głos Evy i przekręcam głowę. Trzyma w ramionach małe zawiniątko, a moje serce podskakuje w piersi - Chcesz zobaczyć rogalika? - boże! Przytakuję głową i delikatnie wciskam przycisk, dzięki któremu łóżko nieco się podnosi. Krzywię się, bo boli mnie brzuch - Proszę - podaje mi maluszka i wpatruję się w niego jak zahipnotyzowana - Śliczny, prawda? Podobny do Justina.
- Tak - szepczę cicho, podnoszę dłoń i dotykam jego maleńkiej główki. To, co czuję w tym momencie rozwala moje serce na kawałki. Mój mały syneczek, rogalik, moje wszystko! Tak długo na niego czekałam, a teraz trzymam go w swoich ramionach - Cześć, rogaliku - uśmiecham się przez łzy, a on mruczy cicho i krzywi się. 
- Pielęgniarka wspomniała, że może być głodny. Spałaś dobre sześć godzin, więc musiały go dokarmić.
- Och, aż tyle? - jestem zaskoczona i zła! Zostawiłam małego na tyle godzin.
- Byłaś wyczerpana po porodzie. Doktor Sara mówiła, że nawet sprawnie poszło, ale musiała szybko działać. Przestałaś przeć i bała się, że mały może się udusić - o mój boże! - Ale Justin dodał Ci sił. 
- To prawda - uśmiecham się na myśl o nim. Naprawdę bardzo mi pomógł.
- Dzwonił już trzy razy. Jest w drodze, powinien być lada chwila. 
- Cieszę się - cmokam syneczka w główkę, ale rozlega się jego płacz - Nie wiem, czy będę umiała go nakarmić - panika uderza w moje ciało, ale nigdy tego nie robiłam! 
Jednak Eva działa szybko. Biegnie po pielęgniarkę, która wszystko dokładnie mi tłumaczy. Jak się okazuje, to nic trudnego. Po prostu przystawiam rogalika do piersi, a on zaczyna ssać. To dziwne uczucie, jakby coś mnie łaskotało i mocno ciągnęło. Ale uśmiecham się, bo to takie słodkie i urocze. Przytulam go do siebie i wiem już, że kocham go karmić. To niesamowita więź z dzieckiem i chcę go czuć blisko siebie. 
- Hails - słyszę głos Justina i przekręcam głowę w stronę drzwi. Stoi w nich i niepewnie na mnie spogląda. Posyłam mu szeroki uśmiech i wyciągam dłoń. Podchodzi, chwyta ją i przysiada na łóżku.
- To nasz syn - odchylam delikatnie małego, ale przyssał się do mojej piersi i nie ma na to szans - Musisz chwilę poczekać, jest potwornie głodny - patrzę na niego ponownie, ale natychmiast mnie zatyka. Widzę łzy na jego policzkach i wbijam się w szok - Justin
... dlaczego płaczesz?
- Boże, Hailey! - szlocha i mój brzuch natychmiast na to reaguje - Jak mogłem być tak głupi? - kręci głową i chowa twarz w dłoniach. Samej chce mi się płakać, bo ten widok łamie moje serce. Odciągam jego dłonie i przyciągam go bliżej. Układa głowę na moim ramieniu, ale wciąż płacze.
- Cii... spokojnie, Skarbie. Wszystko jest w porządku, tak? Jestem przy Tobie, nie płacz.
- Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Przepraszam, wybacz mi to, co zrobiłem! Tak bardzo Cię skrzywdziłem, a przecież kocham Cię do szaleństwa - odchyla głowę i widzę jego załamane spojrzenie. Ocieram jego policzki jedną ręką, bo na drugim ramieniu wciąż trzymam rogalika i cmokam go w usta.
- Ja Ciebie też kocham... najważniejsze, że wszystko się ułożyło. Będzie dobrze.
- Nie opuszczaj mnie, proszę! Wynagrodzę Ci wszystko, przysięgam! Kiedy tylko wyjdziesz ze szpitala, chcę się z Tobą ożenić, Hails. Zrobisz to dla mnie, zostaniesz moją żoną?
- Czy to oświadczyny? - uśmiecham się, ale myślę, że wszystko do niego dotarło.
- Tak, to oświadczyny. Takie wstępne, będą lepsze - mruga przez łzy i wygląda tak uroczo - Więc?
- Cóż... skoro Cię kocham i mamy syna, chyba nie mam innego wyjścia, prawda?
- Nie masz, Kotku. Jesteś moja i zawsze będziesz! - opiera swoje czoło o moje i wzdycha ciężko - Dzisiaj piąty stycznia... moja umowa wygasa, nie musimy się już ukrywać - o boże! Zapomniałam o tym - Ale nie chcę na razie pokazywać Cię światu. Potrzebujesz ciszy, spokoju, aby dojść do siebie. Zaopiekuję się Tobą i małym.
- Wiesz, że wciąż nie mamy dla niego imienia? Musimy coś postanowić. Masz jakiś pomysł? 
- Najpierw muszę go zobaczyć - mówi cicho i delikatnie odklejam go od piersi. Ku mojemu zaskoczeniu, zasnął - Chyba było mu dobrze przy Twoim cycuszku - przewracam oczami, kręcę głową i podaję mu małego. Ostrożnie bierze go w ramiona i tuli do siebie. Gapię się na ten widok i jestem niezmiernie wzruszona. Nie wierzę, że Justin jest tutaj i może przytulić własnego syna - Jest idealny, Hails - szepcze cicho.
- Wiem, na dodatek jest bardzo podobny do Ciebie. Ma Twoje oczy, nosek i usta. 
- Tak myślisz? - marszczy czoło i wpatruje się w nieco uważnie - Jest taki maleńki - uśmiecha się i głaszcze kciukiem po czole - Chyba wymyśliłem imię - och, tak szybko? - Co powiesz na Theo?
- Theo... podoba mi się - uśmiecham się szeroko, układam dłoń na jego udzie i mocniej ściskam - Więc nasz mały rogalik nareszcie ma imię. 




6 komentarzy:

  1. Boziu to jest tak cholernie piękne. Ciesze sie jak glupia, ze Justin w koncu się ogarnął.

    OdpowiedzUsuń
  2. Theo jak słodko. W końcu do tej głupiej łepetyny Justina coś dotarło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg! To mój ulubiony rozdział bez dwóch zdań *-* Justin się zmienił, w luj się zmienił! Theo! Piękne imię ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. O jezu. ! Poplakalam sie. Słodkie !!! <3 Boze. Cudowne. ! Justin tak bardzo sie zmienil. Jezu ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ zakochałam się w tym ff ♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń