26.07.2015

Rozdział 12

Justin spędza ze mną cały dzień. Odwiedza nas jego mama, czym jestem bardzo zaskoczona. Jednak uśmiecha się niepewnie i trzyma w ramionach naszego synka. Jest wzruszona i mnie również coś ściska za serce. Właśnie została babcią, tak samo jak moja mama. Czy przełamie się wreszcie i mnie odwiedzi? 
- Jest prześliczny - słyszę głos Pattie i spoglądam na nią. Kołysze rogalika w swoich ramionach i wygląda tak uroczo - Jest bardzo spokojny, jak aniołek. Justin też był bardzo grzeczny - och! - Mam nadzieję, że odziedziczy po nim ten spokój - uśmiecham się i czuję, jak Justin mocniej ściska moją dłoń.
- W końcu płynie w nim moja krew - mruga wesoło i cmoka mnie w czoło - Powinnaś się przespać, Hails.
- Spałam całą noc, Justin - kręcę głową, ale zadziwia mnie jego troska - Jest dobrze, nie martw się.
- Dzisiaj wracamy do domu, cieszysz się? - pyta cicho i coś kurczy się w moim brzuchu.
- Tak. Nigdy nie przepadałam za szpitalami i marzę o moim własnym, wygodnym łóżku. 
- Wiesz - zaczyna cicho i skubie skórę na wardze. Marszczę czoło, ale zachowuje się dość dziwnie - Mam pewien pomysł i bardzo chciałbym, abyś się zgodziła - hmm
... unoszę brew i czekam, co ma mi do powiedzenia - Najlepiej będzie, jeśli przeniesiesz się do mnie - co takiego?! Czy on naprawdę TO powiedział?
- Do Ciebie? Dlaczego, Justin? Przecież mam własne mieszkanie, to nie jest konieczne.
- Jest konieczne. Chcę być obok was, tak? Zaopiekować się wami, być blisko. Pozwól mi - o kurcze.
- Przecież nie mogłabym Ci tego zabronić, Justin. To Twój syn, możesz być u mnie. 
- Wiem. Ale mam większy dom, byłoby Ci u mnie dobrze. Moja gosposia mogłaby przygotowywać Ci posiłki, o nic nie musiałabyś się martwić. Odpoczywałabyś, dochodziła do siebie. To jest teraz najważniejsze. 
- Nie wiem, Justin. W domu czeka na mnie Eva. Nawet zrobiłyśmy kącik dla rogalika.
- Nie obawiaj się, u mnie w domu też zrobimy dla niego pokoik. Proszę, zgódź się! - robi oczy szczeniaka i myślę, nad tym, co powiedział. Czy to na pewno będzie dobry pomysł? - Hailey? Powiedz coś.
- Nie boisz się? - pytam cicho i schylam głowę - No wiesz, nie jesteś anonimowy. Przecież to się rozniesie z prędkością światła, Justin. W prasie rozpęta się prawdziwe piekło! Nie jestem na to gotowa.
- Wiem - bierze moją dłoń i głaszcze czule - Ale zaszyjemy się w moim domu, będziemy mieć tam święty spokój. Nikt nie będzie nas niepokoił, po prostu będziemy cieszyć się sobą i naszym synem. Proszę, Hails! 
- Niech będzie - wzdycham ciężko, chociaż nie jestem do tego stu procentowo przekonana.
- Dziękuję - podnosi palcem moją głowę i składa na moich ustach soczystego buziaka. 
- To dobra decyzja, Hailey - Pattie podchodzi do nas i podaje mi Theo - Justin się Tobą zaopiekuje. 
- Oczywiście, że to zrobię! - odpowiada niby urażony, ale uśmiecha się szeroko. 
- Dobrze, że się pogodziliście. Dobro dziecka jest najważniejsze. Zresztą... kochacie się, prawda?
- Tak, mamo - Justin odpowiada niemal natychmiast i wciąż to do mnie nie dociera. 

Przed wyjściem ze szpitala, odwiedza mnie jeszcze tata. Tuli mnie mocno do siebie i oboje płaczemy. Tak bardzo cieszę się, że tutaj jest. Daje mi wsparcie i wiem, że w każdej chwili mogę na niego liczyć. To takie dziwne... dlaczego nie ma tutaj mojej matki? Czy to nie ona powinna być moją przyjaciółką, dawać mi rady, pomóc? Jak to się stało, że to tata stanął na wysokości zadania, okazał się być bardziej dojrzały, a przede wszystkim pokazał mi, jak bardzo mnie kocha. Jest naprawdę cudownym tatą.
- Jest taki maleńki, Hails - uśmiecha się przez łzy i tuli Theo do siebie - Nie mogę uwierzyć, że jest już na świecie. Przecież dopiero dowiedziałem się o ciąży! Ależ to zleciało.
- To prawda. Jednak cieszę się, że jest już z nami. Nie mogłam się tego doczekać.
- Czy Justin... - zaczyna niepewnie i marszczy czoło - Wrócił do Ciebie? Widziałem go na korytarzu.
- Tak, tato. Wrócił. Sama nie mogę w to uwierzyć, ale wszystko zrozumiał. Zranił mnie, ale czy ma to teraz jakiekolwiek znaczenie? - uśmiecham się i spoglądam na synka - Theo jest najważniejszy i liczy się to, że Justin chce uczestniczyć w jego życiu, chce się nami opiekować. Ba! Nawet poprosił mnie o rękę!
- Naprawdę? - tata kręci głową, ale chyba go tym zaskoczyłam - To bardzo dobrze, Kochanie.
- Wiem... mam nadzieję, że wreszcie wszystko się ułoży i będę szczęśliwa.

- Ostrożnie - słyszę głos Justina, który idzie obok mnie. W lewej dłoni trzyma fotelik, a drugą dłonią obejmuje mnie w talii. Idziemy bardzo powoli, ale wszystko mnie cholernie boli! - Mam pomysł - mówi nagle i zatrzymujemy się - Poczekaj tutaj, ok? Zaniosę Theo do samochodu i wrócę po Ciebie. Tak będzie szybciej i będziesz mniej cierpiała - wow! Zaskakuje mnie, ale nawet nie mrugam, a jego już nie ma. Robię kilka kroków i podchodzę pod drzwi, cholera! Zamieram, bo to, co widzę przeraża mnie do szpiku kości. Przed szpitalem jest mnóstwo paparazzi, flesze strzelają na wszystkie strony i zaczynam panikować. Dowiedzieli się?! Jak to możliwe, w tak krótkim czasie? - Hails? - oddycham głęboko, a Justin podnosi moją głowę - Jesteś blada jak ściana, co się dzieje? - marszczy czoło i uważnie się we mnie wpatruje. Dopiero teraz widzę, że jest z nim Ron. Gapię się na widok przed sobą i szybko orientuje się, o co chodzi - Nie obawiaj się, damy radę. Nie martw się, nic złego się nie stanie - mówi cicho, spokojnie i jego głos mnie uspokaja. Zakłada na mnie swoją bluzę i od razu naciągam kaptur na całą twarz. Ostrożnie bierze mnie na ręce, chociaż jęk bólu ucieka z moich ust - Przepraszam, Skarbie - mówi cichutko, ale wtulam się w jego szyję i chowam przez hienami. Wychodzimy z budynku, robi się prawdziwe zamieszanie i mocno ściskam w dłoniach koszulkę chłopaka. Ludzie przekrzykuję się nawzajem, zadają mnóstwo pytań i tylko strzępki do mnie docierają. Przeważnie pytają, kim jestem, czy to dziecko Justina, jakim cudem nikt o tym nie wiedział. Ron odpycha od nas ludzi i robi przejście. Justin nie udziela żadnych odpowiedzi i po chwili sadza mnie na tylnym siedzeniu w samochodzie. Jest cholernie luksusowy, ale najważniejsze jest to, że ma przyciemniane szyby. Szybko wskakuje obok mnie, Ron zamyka drzwi i wszystko cichnie, jak dobrze! - Wszystko w porządku?
- Tak - uśmiecham się, poprawiam na siedzeniu i spoglądam na Theo, który przysypia.

Wieczorem czuję się nieco lepiej. Odpoczęłam, przespałam się, a Justin dzielnie zaopiekował się rogalikiem. Jest z nami Pattie, która bardzo nam pomaga. Nie sądziłam, że jest taka kochana! Nasze pierwsze spotkanie wcale nie przebiegło pomyślnie, ale doceniam to, że jest z nami i chce podzielić się swoją wiedzą.
- Nie bój się synku, przytrzymaj go tutaj - podkłada dłonie Justina pod pupę Theo, a drugą pod główkę. To jego pierwsza kąpiel i przyglądam się temu z rozczuleniem. Niestety nie jestem na siłach, aby zrobić to samej. Jednak cieszę się, bo Justin robi to bardzo chętnie - Widzisz, dobrze Ci idzie. A teraz do wody, zrób to powoli, aby się oswoił - Justin podchodzi do wanienki, delikatnie zanurza Theo, który mruczy cichutko i podkurcza nóżki - Polubił to - Pattie uśmiecha się szeroko i poklepuje Justina po plecach.
- Serio, mamo? Niby skąd to wiesz? Przecież Ci tego nie powiedział - Justin prycha rozbawiony.
- Popatrz tylko na jego buźkę, a wszystko zrozumiesz - jejku
... rozczulają mnie jej słowa.
- Ja też chcę widzieć - podnoszę się powoli z kanapy, Pattie doskakuje do mnie i pomaga mi. Obejmuje mnie w talii i podchodzimy do Justina. Wbijam zęby w wargę, ale to taki uroczy widok - Aww... naprawdę to lubi - uśmiecham się szeroko, ale widok maluszka ściska mnie za serce. Ma zwinięte dłonie w piąstki, cmoka smoczek i rozgląda się jeszcze chyba nie całkiem świadomie - Jest taki śliczny - szepczę cichutko.
- Oczywiście, że jest śliczny, Kotku. Po rodzicach - przewracam oczami i czochram mu włosy.

Następnego dnia, Pattie zostawia nas samych. Leżymy rozłożeni na ogromnym narożniku w salonie i oglądam cichutko telewizję. Theo ułożony na mnie, przysypia słodko i wygląda niesamowicie uroczo.
Justin sprawdzał, co się dzieje w necie
... tak z czystej ciekawości. Jednak ja jestem przerażona, bo to prawdziwa katastrofa. Na każdej stronie widnieje zdjęcie Justina i te sprzed szpitala, kiedy wychodziliśmy. To dla wszystkich ogromny szok, bo przecież nasz związek to był wielka tajemnica. Justin spotykał się z Laurą i teraz portale prześcigają się w domysłach, że była to "ustawka". Cóż... wreszcie poznali prawdę, co trochę mnie cieszy. Laura dostała za swoje, chociaż jej popularność wzrośnie jeszcze bardziej.
- Ale ich wzięło - słyszę cichy głos Justina, który przesuwa stronę w dół - O niczym innym nie piszą i snują domysły. Chyba będę musiał pogadać z menadżerem i wydać jakieś oficjalne oświadczenie. Inaczej to się nigdy nie skończy - wzdycha ciężko, przeczesuje włosy, a we mnie uderza poczucie winy.
- Żałujesz tego, że tak szybko się to wydało? - pytam, a on gwałtownie przekręca głowę.
- Zwariowałaś? - podnosi głos, aż Theo się zrywa i mruczy cicho - Przepraszam - przytula się do nas i układa swoją dużą dłoń, na jego maleńkich plecach - Nie chciałem, syneczku - jezu! Zaciskam usta na jego słowa - Oczywiście, że niczego nie żałuję. Przecież to i tak by się wydało, prędzej czy później. Nie chcę tylko, aby wylali na Ciebie kubeł pomyj, bo nie jesteś niczemu winna - tak... przeczytałam jeden artykuł, w którym pisali, że jestem "dziwką" i złapałam Justina na dziecko. To cholernie zabolało - Dlatego wydam oświadczenie, wyjaśnię mniej więcej sytuację i po problemie. Utniemy wszelkie spekulacje i dam im to, czego chcą.

Justin nie czeka zbyt długo i wszystko załatwia ze swoim menadżerem. Jeszcze dzisiaj ma się pojawić owe oświadczenie, ale cieszę się, że chce to zrobić. Naprawdę to bolesne, kiedy media nie wiedzą jak jest, a jedyną osoba, która za to obrywa, jestem ja. To niesprawiedliwe i krzywdzące dla mnie.
- Kotku - słyszę głos Justina, kiedy karmię małego - Masz gościa - uśmiecha się, a ja zamieram.
- Mama? Co Ty tutaj robisz? - jestem zszokowana jej widokiem, a moje serce przyśpiesza.
- Przyszłam? - odpowiada niepewnie, posyła mi smutny uśmiech i podchodzi. Przysiada obok i wpatruje się w synka, którego trzymam w ramionach - Cóż... nie wiem, od czego powinnam zacząć - spuszcza głowę i wpatruje się w swoje dłonie - Może od przeprosin? Tak, chciałam Cię przeprosić, córeczko. To wszystko nigdy nie powinno mieć miejsca, nie wiem, co mnie zaślepiło. Tak bardzo zraniłam Cię swoim zachowaniem, odtrąciłam od siebie - kiedy mówi, ja czuję łzy na policzkach. Nie patrzę na nią... skupiam wzrok na Justinie, który stoi zaraz za nią i nie spuszcza ze mnie wzroku - Jest mi potwornie źle z myślą, że tak Cię potraktowałam. Wiem, że ciężko będzie Ci to wybaczyć, ale błagam... postaraj się, Kochanie - podnosi głowę i widzę, że i ona płacze - Wybacz swojej głupiej matce, że zachowała się jak gówniara! - o, boże! Czy ona naprawdę to powiedziała? - Tak wiele ostatnio zrozumiałam, Twój ojciec również przetłumaczył mi pewne sprawy. Dotarło do mnie boleśnie, że mogę stracić Cię na zawsze, a przecież jesteś moim jedyny dzieckiem. Nie mogę do tego dopuścić i będę o Ciebie walczyć, córeczko - kiedy kończy mówić, wybucham płaczem. Trzęsę się cała i gapię się w mojego syneczka. Boże! Naprawdę musiało minął tyle czas, aby wreszcie to zrozumiała? - Przepraszam, Hailey... naprawdę, przepraszam - przysuwa się i ostrożnie przytula mnie do swojego ciała. Tak, aby nie przygnieść małego. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytuliła mnie do siebie i jest to dość dziwne uczucie - Jak się czujesz? - odchyla się, ociera moje łzy i odgarnia włosy z mojej twarzy - Jak dziecko?
- Czuję się dobrze - mam gule w gardle i ściśnięty brzuch - Mały w porządku, zdrowy jak ryba.
- Jest śliczny - uśmiecha się czule i dotyka jego maleńkiej główki - Taki maleńki.
- To prawda - odklejam go od piersi i poprawiam koszulkę. Układam go na kolanach, a on marszczy swoje małe brewki i wydaje jęk niezadowolenia - Och... teraz marudzisz, ale jeść się nie chciało, co? - dotykam jego uroczego noska, ale zawsze zasypia przy cycu zamiast jeść.
- Będzie najlepszą mamą na świecie, córeczko - kiedy słyszę jej słowa, coś ściska mnie w sercu.

Kiedy mama wychodzi, Justin układa się obok mnie. Całuje mnie czule w usta i cmoka Theo w czółko.
- Twoja mama mnie przeprosiła - mówi nagle, czym cholernie mnie zaskakuje - Kiedy odprowadzałem ją do drzwi, przytuliła mnie do siebie i po prostu przeprosiła. To ostatnie, czego się po niej spodziewałem.
- Wiem, mnie też zaskoczyła. Jednak cieszę się, że wreszcie wszystko zrozumiała. Najwyższy czas.
- To prawda
... przeszła samą siebie, ale widać było, jak bardzo jest jej z tym źle. Cóż... jak to się mówi "człowiek uczy się na własnych błędach", prawda? - uśmiecha się smutno i głaszcze mój policzek - Ja zachowałem się podobnie, Hails... zraniłem Cię, zostawiłem. Byłaś w ciąży, potrzebowałaś wsparcia, a ja zachowałem się jak ostatnia świnia. Nigdy sobie tego nie wybaczę i nie wiem, jakim cudem jesteś tutaj teraz.
- Nie myśl o tym już, dobrze? Było, minęło. Najważniejsze jest to, że ułożyło się między nami.
- Jesteś najwspanialszą kobietą na świecie, wiesz? Kocham Cię z całego serca, Hails.
- A ja kocham Ciebie... i właśnie to jest najważniejszy. My i nasz maleńki rogalik.

Prawie trzy miesiące później, bierzemy ślub. Jest tylko grono najbliższych nam osób i przyjaciół. Ślub jest skromny, ale liczy się tylko to, że wreszcie wszystko się ułożyło i możemy być szczęśliwi. Mam na sobie śliczną, białą sukienkę, a Justin odpicowany jest w garnitur. Patrzę na niego i wciąż nie wierzę, że jest moim mężem. Kiedy zostawił mnie, nigdy nie sądziłam, że nasza bajka będzie miała happy end. Jednak w życiu wszystko jest możliwe...








 K  O  N  I  E  C





14 komentarzy:

  1. To jest boskie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne .... Aż się popłakałam ;( Oby więcej było takich historii ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeziu Chryste. To było piękne. Całe te opowiadanie od deski do deski, bez wyjątköw. Ciesze się, że wszystko dobrze się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejna czysta perfekcja! Jeżeli jeszcze nie wiesz co będziesz robić w przyszłości, zostań pisarką! Idealnie się do tego nadajesz Kasia! IDEALNIE!

    Czytając ten rozdział miałam takiego wielkiego banana na ryju ze omg! Perfekcyjnie zakończone opowiadanie! Fajnie ze sa razem! Tak bardzo wkurwiona na Justina byłam we wcześniejszych rozdziałach a teraz? Teraz to jestem w chuj z

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Głupi telefon musiał się zaciąć!
      Także tego..
      Jestem teraz z niego meeega dumna! To piękne widziec jego wszystkie zmiany nastrojów a teraz takiego pantoflarza! Upsik.. powiedziałam to? Sorry Justin!

      Całość miazga! Czekam na kolejne opowiadania! :3

      Buzi ♥

      Usuń
  5. Przepraszam Kasiu ze nie skomentuje wszystkich ale wiedz że przecztalam cale już wczoraj i jest ono rewelacyjne także czekam na twoje nowe opowiadania jak cos wpadnie mi do głowy to poinformuje cie na asku.: ) Buźka

    OdpowiedzUsuń
  6. o mój boże ! cudowne opowiadanie! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu ... !!! Cudowne ! <3 Oby wiecej takich opowiadan ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. no to mnie zaskoczylas ! na poczatku Justin byl totalnym kretynem a teraz no no no postaral sie chlopak :-) opowiadanie jak zawsze super :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudownie!! Boze jak slodko! Kocham to jak piszesz...justin byl dupkiem ale ciesze sie ze sie zmienil!

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś pięknego, dziewczyno! Jestem pod wrażeniem! Jest trochę błędów i nie ukrywam, że moje serce płakało widząc 'tę/tą' źle zastosowane. Ale tak to super! Zaczęłam wczoraj wieczorem i przez Ciebie nie poszłam spać dopóki nie skończyłam, hahaha. Buzi, kochana!<3

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam to po raz kolejny i tak sama za każdym razem się wzruszam

    OdpowiedzUsuń